18.4 C
New York
Monday, June 17, 2024

Sushi monogatari – opowieść o sushi: Setny wpis i torby na noże.


Po udostępnieniu ostatniego artykułu sprawdziłem licznik w panelu admina i okazało się, że opublikowałem tu już dziewięćdziesiąt dziewięć wpisów. Obecny, z numerem sto, jest pewnym kamieniem milowym, więc wybrałem też specjalny temat, by jakoś to uczcić.

Dziś zajmiemy się dwoma rzeczami: najpierw domknięciem projektu toreb na noże kuchenne, a potem chciałbym spojrzeć na weblog z perspektywy tych stu mniej lub bardziej treściwych artykułów, . Do dzieła.

1. Torby na noże Strider

Do sprzedaży trafiły torby na noże, które współtworzyłem w ramach nowej marki Strider Journey Gear. Firma koncentruje się na produkcji sprzętu trekkingowego, a ich produkty możecie przejrzeć tutaj: https://strider-adventure.pl

Formalności załatwione, więc przyjrzyjmy się samym torbom i historii ich powstania.

Wszystko zaczęło się jakiś rok temu, gdy przenoszenie noży w oryginalnych pudełkach stało się uciążliwe do tego stopnia, że zacząłem rozglądać się za jakimś wygodnym pokrowcem/torbą.

Teraz wszystkie oryginalne pudełka idą do wyrzucenia, czekały tylko na zdjęcia do tego wpisu.

Było to wygodne gdy mogłem zostawiać nóż w pracy i zabierałem go może raz na parę tygodni. A dlaczego nie zostawiam noży w miejscu gdzie ktoś może ich użyć bez mojego nadzoru, niech wyjaśni nam yanagiba kolegi:

(Tak, kolejny nóż trafia na mój amatorski warsztat.)

Sprawdzałem oferty specjalistycznych sklepów, podpatrywałem czego używali znajomi z pracy, pytałem się na sieci i szybko doszedłem do wniosku, że dostępne systemy osłony noży to nie jest to czego szukam.

Potrzebowałem torby, która jest:
– mała: nie potrzebuję zawsze nosić ze sobą całej kolekcji noży. Kto używa podczas jednego dnia w pracy kilkunastu noży? Na pewno nie ja, zauważyłbym.
– lekka i poręczna: ten podpunkt wynika z poprzedniego, daną torbę musi się dać wygodnie przenosić, a nie tylko do/z samochodu.
– nie rolowana: nie lubię toreb zwijanych w rulon. Logiczne argumenty też się znajdą, ale ten mi wystarcza 😉
– chroniąca ostrza: większość toreb albo nie ma zabezpieczenia by noże się nie obijały, albo próbuje je chronić, ale sama się przy tym dziurawi
– z dodatkowym miejscem na drobiazgi: w pracy potrzebuję różnych rzeczy i dobrze jest móc je trzymać razem z nożami.
– wytrzymała: materiały takie jak skóra są ładne, ale wymagają dodatkowej pielęgnacji i łatwo je uszkodzić/zabrudzić.
– uniwersalna: sprzęt używany przez każdego kucharza trochę się różni. Projektując małą torbę, dostosowaną do czyichś potrzeb, ryzykujemy, że nie będzie wygodna dla kogoś innego. Dlatego zdecydowaliśmy się na budowę modułową, którą każdy może ustawić pod siebie

Tak, wiem że ta lista jest długa, ale chyba każdy czytelnik tego bloga zdążył już zauważyć, że mam skłonność, do bycia przesadnie drobiazgowym?

Gdy okazało się, że nie mogę liczyć na gotowce, to przypomniałem sobie, że znam kogoś, kto robi podobne, wysokiej jakości rzeczy i mógłby mi pomóc. Tak rozpoczęła się współpraca ze Striderem.

Koło października spisaliśmy jak miałby wyglądać gotowy produkt i w grudniu odebrałem już pierwszy prototyp, by zobaczyć jak się sprawdza w praktyce (prawy górny róg na poniższych zdjęciach).

Po prawej pierwsze wersje, a po lewej, w granacie, ostateczna:
Mała torba weszła do testów później, gdy projekt okrzepł, więc tu nie ma wielu zmian.

W trakcie testów zmniejszyliśmy grubość torby, używając twardszej, cieńszej gąbki, sprawdzałem jak kordura wytrzymuje warunki kuchenne (zabrudzenia, otarcia i transport) i najważniejsze, czyli dopasowywaliśmy pokrowce na ostrza.
Właśnie pokrowce na ostrza to sedno tego projektu, mamy kilka standardowych wzorów, które muszą być trochę szersze i dłuższe niż przeznaczony dla nich nóż.
Jest możliwe, że po pewnym czasie się przetną, w zależności do sposobu użytkowania może to nastąpić szybko, albo zająć miesiące lub lata. Gdy się zdarzy to trudno – trzeba wymienić, ale przynajmniej torba zostaje cała.

Od grudnia, testowałem tę torbę w rożnych warunkach, jeździłem z nią autobusem, zabrałem na plażę, ostatnio nawet biegłem z nią kilka kilometrów (nie specjalnie, tak jakoś wyszło). W pracy też nie było łatwo, bo z braku płaskich, wolnych powierzchni, zazwyczaj stawiam ją gdzieś z tyłu, między workami z ryżem. Zazwyczaj bardzo dbam o sprzęt, ale tej torby naprawdę nie oszczędzałem, choć przyznaję, że nie próbowałem nią rzucać, ani jej kopać. Ostatnie wersje używaliśmy już z żoną, ja dużą, ona małą. Obie torby budziły zainteresowanie wśród współpracowników.

Żona mi się właśnie przyznała przy redagowaniu, że torba z nożami kilka razy jej spadła. Strat nie stwierdzono, obył się bez ofiar 😉

Cały wewnętrzny sprzęt jest na rzepy, więc torbę można ustawić jak komu pasuje. To wy wybieracie rodzaj i ilość zarówno noży, jak i przypinanych kieszeni na akcesoria. Małe uchwyty na noże (rzepy) można też wykorzystać na inne sposoby, np doczepiając nóż w drewnianym saya, albo łącząc dwa, by przyczepić kamień do ostrzenia (osłonę kamienia trzeba skombinować we własnym zakresie):

Na zewnątrz mamy kieszeń, w której zmieści się płaski portfel, notatki, długopis, a do dużej wejdzie nawet zeszyt (do małej wąski notatnik). W środku pokrowce na akcesoria pomieszczą resztę sprzętu: pałeczki, plastry, różne rzeczy osobiste, które normalnie pakowałbym do osobnej torby. Teraz mieszczę się ze wszystkim w jednej.

Powiem, że jestem zadowolony, “u mnie działa”. Ciekawi mnie jaka będzie Wasza reakcja i co jeszcze można ulepszyć. Na pewno mogą się przydać inne wymiary pokrowców, np. na tasak, albo coś innego, czego nie przewidziałem.

2. Sto wpisów i co dalej?

Na początku roku pisałem o dwóch postanowieniach/projektach, których jeszcze nie chciałem zdradzać… i dalej się z tym wstrzymam, bo nawet ich nie ruszyłem. Torby to była osobna rzecz. Zobaczymy jak wyjdzie z resztą 2018.

Powoli rozpoczynam kolejny projekt, który przyniesie wymierne owoce najpewniej za parę lat.
Zaczęliśmy interesować się tematem wegetariańskiego/wegańskiego sushi.
Na początek poeksperymentujemy z wegańską wersją sernika z japońskiej dyni.
U mnie wczoraj znalazłem pierwsze kabocha. Wiem, że w Polsce są trudniej dostępne, ale dynia hokkaido jest nawet niezłym zamiennikiem, gdy nie da się dostać oryginalnej, zielonej, z jadalną skórką.

Na górze strony za kilka dni pojawi się nowa zakładka: Nożowe ABC, w której znajdziecie moje artykuły o nożach. Wam powinno to ułatwić nawigacją, a mi – ocenę które tematy uzupełnić najpierw.

Cykl łososiowy obejmie od czterech do pięciu artykułów, ale nie będę ich publikował jednym ciągiem. Część druga ukaże się najpewniej w przeciągu tygodnia, a potem planuję przerwę na wpis o inari. Dalej w przyszłość jeszcze nie wybiegam. Mam zaczętych parę artykułów, ale zawsze coś może wcześniej wskoczyć do kolejki.

Czuję, że powinienem szybciej pisać, bo artykuły mi się dezaktualizują. Gdy przeglądam takie sprzed paru lat, to może nie znajduję tam większych przekłamań, ale od razu przychodzi mi na myśl pełno rzeczy, które mógłbym dodać. Mam też downside z trzymaniem się założonych terminów – ten weblog to jednak dalej pastime, jedno z paru, którymi zajmuję się po pracy. Staram się publikować coś dwa razy w miesiącu, ale różnie z tym bywa. W każdym razie cieszę się, że po niemal pięciu latach dalej tu piszę, a wy dalej czytacie 🙂

Rozważam wrzucanie na fb krótkich notek – komentarzy powiązanych z Japonią i gotowaniem. Linki do przepisów, wiadomości opatrzone moim komentarzem, warte odwiedzenia strony czy ciekawostki, którym nie warto poświęcać więcej miejsca.
Jeśli was coś takiego interesuje to postaram się je publikować np. raz w tygodniu – wymaga to o wiele mniej pracy niż stworzenie od podstaw artykułu na weblog.

Dajcie znać tutaj lub na FB, co o tym myślicie.

Related Articles

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here

Latest Articles